Mój blog umarł śmiercią naturalną. Cóż, zdarza się. Milion rzeczy, które nagromadziły mi się w życiu prywatnym uczyniły z tego 'miejsca' internetowy cmentarz. Wskrzeszanie czas zacząć!
...
Wakacje uderzyły we mnie z ogromną siłą i zamiast odpocząć, zmęczyłam się jeszcze bardziej zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nie jest to jednak złe, przygnębiające zmęczenie. To zmęczenie pełne satysfakcji, szczęścia i czegoś w rodzaju spełnienia? Sama do końca nie wiem, ale to przyjemne uczucie. Letnią wolność od szkoły zaczęłam spływem kajakowym. Sam wyjazd nie był czymś zwalającym z nóg, ale ludzie, których tam poznałam bardzo pozytywnie mnie zaskoczyli! Wśród absolutnej pomorskiej dziczy, namiotów i ognisk poznawaliśmy się w jakiś dziwny, wyjątkowy sposób. Nie wiem dlaczego, ale aż za bardzo przywiązałam się do pewnych osób. Wracając do tematu, Brda to piękna rzeka o malowniczych brzegach pełnych spokoju i ciszy. Wypoczynek jak najbardziej udany.
Po spływie, nie wracając do domu pojechałam na Open'er festival, ale o tym oddzielny post, bo jest tyle emocji związanych z tymi czterema dniami, że nie wiem czy zdołam to przelać na klawiaturę już teraz (może w najbliższym czasie?).
Z wyjazdu nad Solinę, wróciłam zaledwie dwa dni temu. Dopiero tam wyłączyłam mój jakże zaśmiecony codziennością mózg. Restart intelektualno-fizyczny w deszczowo-filmowym (choć nie tylko) wydaniu. Chyba wreszcie nauczyłam się odpoczywać. Miejsce w jakim się znajdowałam i ludzie wokół których się kręciłam sprawili, że przez te pięć dni wytrzeźwiałam z całego roku szkolnego. Jak? Sama nie wiem, po prostu znowu im sie udało. :)
Pozostawiam mój ożywiony cmentarz
z utworem, który chwilowo zastępuje w mojej głowie cały świat
enjoy
see yaa
xxx







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz